12 marca 2010

Sunday Bloody Sunday

Ludzkie życie. Tak łatwo jest je odebrać. Zarówno komuś, jak i sobie... co pozostaje? Wspomnienia... . W życiu niejednokrotnie tracimy część siebie. Jakaś cząstka w nas umiera. Staramy się o niej zapomnieć. To jednak nie przychodzi tak szybko. Nawet po długim czasie odżywają wspomnienia, a przede wszystkim te miłe wspomnienia. O złych nie chcemy wspominać. Słuchasz, wpatrujesz się... myślisz. Pociągnięcia struny, drewno i metal, piórko... powinno łagodzić, a nadaje charakteru. Pozostaje muzyka i łzy w oczach... zakrwawionych oczach. Ostatnia noc... jak długo możemy być razem właśnie tej nocy? Tylko Ty i ja.... muzyka... nie pozostało nic więcej jak muzyka, muzyka. Akordy i szarpnięcia strun. To ból... pozostający w środku. Każde szarpnięcie, każde drgnięcie wywołuje płacz. Krwawy płacz... trzeba zrobić coś teraz. Nie można czekać... . Nie oszukujmy się, bo telewizja kłamie. Nikt ze szklanego pudła nam nie pomoże, żaden telefon czy mail. Liczy się to, co jest w środku. W nas. Krwawiące serce i oczy nabiegłe krwią... dziecinko... oświeć mą drogę... ten ostatni raz... przede mną niedziela. Krwawa niedziela... . Jedyne czego pragnąłem, to Ciebie. Boję się wstać i ruszyć do walki, bo to mnie zniszczy. Przywrze do muru. I nic poza tym... . Chaos.

21 lutego 2010

Miejsce, gdzie ulice nie mają swoich nazw

Na temat samej rewolucji powiedziano już w historii bardzo wiele. Wokalista U2 kilka lat wstecz stwierdził, że "Jeśli chcesz zaczynać rewolucję, to lepiej ją zacznij w swoim własnym domu i sposobie myślenia". Póki co u mnie się to sprawdza. Po wielu doświadczeniach czas na rewolucję ale nie na tak globalną skalę! Wszystkiego nie można zmienić. Jednakże ostatni czas i doświadczenia, ludzie ze mną piszący utwierdzają mnie w przekonaniu, że coś należy zrobić. Nikt wprost nie powie "zmień coś". Prowadzi z Tobą najzwyklejszą w świecie rozmowę o nieudanym związku, niedopranych skarpetkach czy rozgotowanym makaronie. O sąsiadce spod 7 i cholernych wykładowcach z uczelni. Im więcej piszesz i czytasz, czy też rozmawiasz., tym lepiej zaczynasz odbierać świat. Czy to dobry powód na zmiany? Takie rozmowy o codzienności?

A co chcę? Chcę biec, chcę się schować, chcę zburzyć te mury, które trzymam w sobie - swoistą barierę, której nie potrafię przeskoczyć. Chcę wyjść naprzeciw i dotknąć ognistego płomienia. Sparzyć się. Chcę poczuć promienie słońca na mojej twarzy i zobaczyć, że chmura kurzu znika bez śladu. Chcę schronić się przed trującym deszczem... kwasem, który wypala resztki człowieczeństwa. Reakcją z innymi związkami powoduje komplikacje, waśnie i niechybny rozkład ostatniej materii. Najczystszej cząstki człowieczeństwa.
Tymczasem jestem wdeptany w kurz z warstwą rdzy. Smagany każdego dnia wiatrem. Pozostawiony samemu sobie, nagi... Spoglądam w miejsce, gdzie nie ma linii na horyzoncie, a wszystko zlewa się w całość... to jest moje miejsce....ponad wszystkie inne miejsca, gdzie ulice nie mają swoich nazw...

Czas na zmiany. Czas powrotu, tylko dokąd? Do swojego początku... miejsca, gdzie ulice nie mają żadnych nazw...

14 lutego 2010

Magia "przypominajek" i urodzinowy lans

Urodzinowy czas to jedna wielka nagonka. Nagle zdajesz sobie sprawę z faktu jak wielu masz znajomych! Ironia? Oczywiście i to w pełni tego słowa znaczeniu! W dobie naszej-klasy i facebooka składanie życzeń naszym "znajomym" staje się bardzo proste. "Przypominajki" informują nas z długim wyprzedzeniem o urodzinach naszych "znajomych". Pomyśleć, co by się stało gdyby ich nie było! O zgrozo! Czyste szaleństwo! Wówczas łatwo stwierdziłbym, że mam dziesięcioro osób, które o mnie pamiętają, bo tego wymaga przyzwoitość, a nie osiemdziesiąt pięć, które bez "przypominajki" nie zrobiłyby tego. Głupie? Nawet bardzo. Takie jednak są dzisiejsze realia. Taki urodzinowy lans... . Jednak nie biorę pod uwagę jednej rzeczy. Każdy ma masę spraw na głowie i o urodzinach zawsze może zapomnieć. "Przypominajka" daje mu pewnego rodzaju wygodę. Problem w tym, że urodziny są raz do roku, a do tej wygody można się przyzwyczaić. Tak, czy inaczej kolejny etap mam za sobą i cieszę się, że następny aż za rok. Każdy z tych urodzinowych etapów, to nowe doświadczenie, nowa wiedza, że może pora zrezygnować z pewnych portali społecznościowych? Tak po prostu dla własnego spokoju... . Im bardziej się w to wsiąka, tym gorzej z tego wyjść. Sprawa w pełni to przemyślenia.

12 lutego 2010

Dobry początek nie może być tym złym

Jeszcze kilka dni temu mógłbym zaklinać wytwór jakim jest blog. Z pewnością wielu przyznałoby mi rację. Bo z czym może się on kojarzyć? Blondynka, głupota, sex i płacz po nieudanym związku. No tak... ale czy blog musi tylko do tego służyć? Chodziło mi o jego dość praktyczne zastosowanie w nowym świecie. Czy mi się to udało, dowiem się za jakiś czas, długi czas. Tymczasem jestem o krok od moich kolejnych urodzin. Człowiek się starzeje, nawet ten bardzo młody. Czy to dobry okres na taki początek? Chyba tak. Więc? Będę pisać dopóki dobrej kawy z mlekiem i kosteczką cukru mi nie zabraknie, a zapach cynamonu unosić się będzie w powietrzu aż w pełni przesyci moje ciało. Mózg? Może lepiej nie, bo skutki mogą być wówczas bardzo dziwne. Do zobaczenia przy filiżance kawy.