14 lutego 2010

Magia "przypominajek" i urodzinowy lans

Urodzinowy czas to jedna wielka nagonka. Nagle zdajesz sobie sprawę z faktu jak wielu masz znajomych! Ironia? Oczywiście i to w pełni tego słowa znaczeniu! W dobie naszej-klasy i facebooka składanie życzeń naszym "znajomym" staje się bardzo proste. "Przypominajki" informują nas z długim wyprzedzeniem o urodzinach naszych "znajomych". Pomyśleć, co by się stało gdyby ich nie było! O zgrozo! Czyste szaleństwo! Wówczas łatwo stwierdziłbym, że mam dziesięcioro osób, które o mnie pamiętają, bo tego wymaga przyzwoitość, a nie osiemdziesiąt pięć, które bez "przypominajki" nie zrobiłyby tego. Głupie? Nawet bardzo. Takie jednak są dzisiejsze realia. Taki urodzinowy lans... . Jednak nie biorę pod uwagę jednej rzeczy. Każdy ma masę spraw na głowie i o urodzinach zawsze może zapomnieć. "Przypominajka" daje mu pewnego rodzaju wygodę. Problem w tym, że urodziny są raz do roku, a do tej wygody można się przyzwyczaić. Tak, czy inaczej kolejny etap mam za sobą i cieszę się, że następny aż za rok. Każdy z tych urodzinowych etapów, to nowe doświadczenie, nowa wiedza, że może pora zrezygnować z pewnych portali społecznościowych? Tak po prostu dla własnego spokoju... . Im bardziej się w to wsiąka, tym gorzej z tego wyjść. Sprawa w pełni to przemyślenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz